Makijaż na upały można podsumować krótko: im mniej tym lepiej. A do tego warto zastosować się do kilku dobrych rad – sprawdźcie poniżej te najlepsze. 

Jeżeli chodzi o wspomnianą zasadę “im mniej tym lepiej” to przy letnim makijażu może ona się tyczyć wszystkiego. Mniej warstw, mniej zakrywania (w tym zakrywania naturalnych plamek czy piegów na skórze), mniej konturowania, mniej makijażu oka (na przykład 10 cieniami, które nie przetrwają upalnego dnia). Zamiast tego więcej naturalności, trochę rozświetlacza czy bronzera, skóra muśnięta słońcem i letnia pomadka na ustach. To taka wersja idealistyczna, ponieważ od wielu z nas codzienne życie lub praca wymaga nałożenia pełnego makijażu.  

W letnim makijażu często poruszana jest kwestia jego trwałości. Różne typy kosmetyków mogą się tu cechować lepszą lub gorszą odpornością na warunki zewnętrzne, ale należy wspomnieć, że w dużej mierze my same ścieramy sobie makijaż z twarzy – dotykając jej, podpierając się, wydmuchując nos, odgarniając włosy z twarzy i wykonując wiele innych gestów, o których często nawet nie myślimy. Dlatego warto też przyjrzeć się swoim gestom bardziej świadomie. Ale teraz wracamy już do samego makijażu.  

Baza pod makijaż + dobre nawilżenie  

Na początku była baza. Nie, wróć! Na początku była pielęgnacja. Od tego przecież zaczyna się każdy make-up i w zasadzie na tym się kończy, tzn. na jego zmyciu i nałożeniu pielęgnacji. Dlatego pod makijaż w upalny dzień nakładamy krem o lekkiej konsystencji, ale bogatej formule. Filtry zostawię na następny akapit, chociaż ochrona przeciwsłoneczna powinna być naszym priorytetem.  

Bazę możecie wybrać w zasadzie dowolnie, ale dobrze, żeby była. Wbrew pozorom całkiem dobrze sprawdzają się mi się bazy silikonowe, które dobrze trzymają cały makijaż i wygładzają wstępnie skórę.  Fajnie sprawdzi się też baza/serum Wibo Unicorn Tears, o której pisałam już wcześniej na blogu.

Ciekawym patentem jest sposób, który podpatrzyłam ostatnio u Red Lipstick Monster, czyli nałożenie na nos bazy pod brokatowe cienie (w miejsca gdzie okulary przeciwsłoneczne stykają nam się z nosem) dzięki czemu makijaż jest tam znacznie trwalszy i nie zostaje na noskach okularów. Proste i genialne.  

Filtry, kobieto! I mężczyzno też. I w ogóle wszyscy.  

Nieważne jaką formę kosmetyku z filtrem wybierzecie – krem, dodatkowy filtr w podkładzie czy kremie BB. Ważne, żeby był odpowiednio wysoki – najlepiej postawić na ochronę 30 SPF, a jeszcze lepiej bloker z filtrem 50 SPF – oraz żeby pokryć nim dokładnie całą twarz. Nie ma nic gorszego niż spalone brwi lub usta (!) po kilku godzinach na słońcu.  

Uczulam wszystkich szczególnie w kwestii ust, ponieważ często je pomijamy w myśleniu o ochronie przeciwsłonecznej, a poza tym w ciągu dnia zjadamy pomadki, błyszczyki czy balsamy i jeżeli nie nałożymy nowej warstwy to możemy się potem nieźle zdziwić.  

Warto więc przyłożyć się szczególnie do tego elementu makijażu, czyli zastosowania odpowiednich filtrów na całej twarzy, dekolcie i oczywiście reszcie ciała, które wystawiamy na działanie promieni słonecznych. Przy czym ja przy reszcie ciała upodoba łam sobie ostatnio kosmetyki ochronne w formie sprayu, bo najłatwiej i najrównomierniej mi się je nakłada.  

Podkład czy krem BB/CC? 

Wybór między kremami upiększającymi, czyli BB lub CC, a podkładem należy do Was. To wcale nie jest tak, że latem podkłady się nie sprawdzają. Nawet te ciężkie dają radę, ale nałożone w naprawdę minimalnej ilości, bardzo cienką warstwą i wklepane gąbeczką. Nadal zachowają swoje właściwości, czyli trwałość i większe krycie niż krem BB, a do tego nie obciążą skóry i nie stworzą maski.  

Jeżeli jednak stan skóry pozwala na zastosowanie np. samego kremu CC to szczerze polecam takie rozwiązanie. Przede wszystkim wygląda naturalniej i lepiej wpasuje się w wakacyjne klimaty, a po drugie dopasuje się do koloru skóry. Przy okazji, używając podkładu dobrze byłoby sprawdzić czy nasz ulubiony odcień nie jest dla nas za jasny latem, kiedy opalamy się na słońcu, a często używamy również samoopalaczy w różnych postaciach, i dobrać podkład współgrający z naszą opalenizną – zdziwicie się jak często widać kobiety, które o tym zapominają.  

Wodoodporne brwi i oprawa oka 

Nie ma nic odkrywczego w fakcie, że latem dobrze sprawdzają się kosmetyki o wodoodpornej formule. Zwłaszcza mam na myśli te do makijażu oczu, czyli tusz do rzęs, eyeliner, kremowe cienie do powiek i oczywiście pomadę do brwi.  

Latem oczy mogą zacząć nam łzawić od patrzenia pod słońce bez okularów, alergii czy z innego powodu i rozmazany makijaż gotowy. Już nie będę wspominać o jakiś ekstremalnych sytuacjach, kiedy ktoś wrzuca was do basenu albo żar z nieba sprawia, że pot leje się do oczu. W każdym razie nawet podczas odświeżania się mgiełką do twarzy możemy niechcący spowodować rozpłynięcie się makijażu, a tego przecież nie chcemy. Żeby nie zafundować sobie wyglądu pandy używamy więc kosmetyków z onaczeniem waterproof.  

Fixing, czyli wykończenie  

W kategorii fixing od zawsze wygrywa u mnie puder utrwalający z Wibo o prostej nazwie Fixing Powder. Jest absolutnie najlepszy, widziałam już jego porównania do Hudy albo Laura Mercier i zawsze był na równi albo nawet lepszy, a zgadnijcie jak ma się jego cena do ceny tych dwóch. Dlatego też latem jest u mnie pewnikiem.  

Niestety tego samego nie mogę powiedzieć o sprayu z Wibo #mood, ponieważ może ma on dobre działanie, ale nie jest mgiełką tylko letnim deszczem – tak duże krople lecą z dozownika na twarz. Dlatego tutaj polecam zostać przy sprawdzonym sprayu, czyli Urban Decay albo Golden Rose albo innym, który macie przetestowany.  

Co do pudru to obowiązkowo nakładamy go oczywiście na korektor, ogólnie na strefę T i nieobowiązkowo na pozostałą część twarzy. Szczególnie jeżeli używamy kremów wyrównujących koloryt zamiast podkładu przypudrowanie nie jest konieczne, ale zdecydowanie przedłuża trwałość makijażu, a na tym nam przecież zależy. Z tego samego powodu używamy też sprayu utrwalającego.  

Śmiało – dokładajcie swoje triki, dobre rady, sprawdzone patenty. Możecie też pisać o tym co się zupełnie nie sprawdza – wszystkie informacje bardzo się przydają, bo podobno upały mają do nas jeszcze wrócić.