Styczeń wreszcie się kończy. To już chyba najwyższa pora, żeby zakończyć ten miesiąc rozczarowań.  Zapraszam więc na spowiedź. Kto z ręką na sercu zrobił noworoczne postanowienia i nadal się ich trzyma?

I to nie takie postanowienia jak moje, że nie będę w tym roku palić papierosów (których nigdy nie paliłam) albo zacznę więcej spać (kto mnie zna to wie, że mogę spać po 12h na dobę). Uznajmy, że zabawne to było dawno temu, a z rzeczywistością ma niewiele wspólnego.  

Przy okazji to moje rzucanie palenia to ciągle jedno z najczęstszych postanowień noworocznych w naszym kraju – serio? To ktoś tu jeszcze pali? Chyba, że w końcu rzucają te dziwne e-papierosy. Poza paleniem powodzeniem cieszą się oczywiście wszystkie aspekty odkrywania meandrów zdrowego trybu życia. A to nie jest nic łatwego, bo i schudnąć trzeba, i zdrowo gotować i na siłownię nawet iść. Zawsze dobrze trzyma się też oszczędzanie, chociaż już po styczniowej wypłacie łatwo zorientować się, że to postanowienie znowu było nietrafione.  

Problem z postanowieniami noworocznymi może tkwić w tym, że zupełnie nie opierają się na metodzie SMART. Rozłóżmy sobie na czynniki pierwsze takie “w tym roku schudnę”

S – specific (skonkretyzowany) – to jest pierwszy problem, bo trzeba by przyznać się, że do zrzucenia jest ze 25 kilogramów. A tego to akurat lepiej nie mówić.  

M – measurable (mierzalny) – bardzo łatwy punkt. Ważysz się na początku, w środku wyzwania i na końcu. Chyba, że jak ja nie wchodzisz na wagę z powodu osobistych przekonań.  

A – achievable (osiągalne) – chyba nawet nie będę tego komentować… 

R – relevant (istotny) – pewnie jak dla kogo, jak ustalasz to wydaje się, że istotny, a potem nagle się okazuje, że bardziej istotny jest kebab z mieszanym. 

T – time-bound (określony w czasie) – wiadomka, ma się zrealizować w 2022 roku. Bez dyskusji.  

A jak wiadomo, po każdym takim nieprzemyślanym i nieprzesmartowanym postanowieniu noworocznym umiera jeden life coach. (Sprawdzone info.) 

Może być też jeszcze jeden powód, taki tam malutki i nic nie znaczący, ale może jednak. Bo po co robić postanowienia i po co je realizować w pocie czoła, kiedy przyszłość i tak jawi nam się jako czarna dziura? A nasze największe obawy opierają się na szalejącej aktualnie inflacji. Według różnych badań od 40 do 64% Polaków najbardziej obawia się drożyzny. Niestety większość postanowień, może poza tym o oszczędzaniu, wymaga nakładów finansowych, a nawet to oszczędzanie przy obecnej inflacji jest jakby mało możliwe i w dodatku pozbawione sensu.  

Prawie połowa z nas twierdzi, że rok 2022 będzie gorszy niż 2021. Warto wspomnieć, że 2021 nie postawił poprzeczki zbyt wysoko. Około 70% badanych (CBOS czy Ariadna) oceniało rok 2021 negatywnie i był to trzeci najgorszy rok w historii tych badań przez CBOS. Co ciekawe, im ktoś młodszy i z lepszym wykształceniem tym gorsza ocena minionego roku.  Wychodzi na to, że żeby robić postanowienia noworoczne to jednak trzeba być trochę optymistą, a umówmy się, optymizm to nie jest nasz sport narodowy.  

Udało ci się zrealizować noworoczne postanowienia z zeszłego roku? Jest koniec stycznia, a ty jeszcze nie poddałeś się z tegorocznymi? Gratulacje. Jednak dla większości z nas styczeń to miesiąc rozczarowań. Światem, sobą samym, coachami, rzeczywistością, innymi ludźmi. I nawet to, że blue monday wypadł w tym roku w dzień pizzy nie zawsze pomaga w 100%. Ale na tak 90% to już na pewno.  

Zdjęcia: unsplash.com