Na pewno jesteś w stanie znaleźć chociaż jeden aspekt lockdownu, który jest całkiem do rzeczy. A jeżeli nie to ja Ci w tym pomogę.  

Czytniki E-book - sprawdź na Ceneo.pl

Na instagramie (@beata_punktsiedzenia) wymieniłam dzisiaj kilka zalet noszenia maseczek ochronnych. Ale to absolutnie nie oznacza, że chciałabym je nosić jak najdłużej. Zresztą ja jestem w grupie, która nie używa ich po 8h dziennie, więc nie wiem co to znaczy epidemia.  

Kołczingowy miodek: zawsze szukaj pozytywnych stron! Każda sytuacja ma swoje plusy, nawet jeżeli teraz jeszcze ich nie dostrzegasz. Ok, to w takim razie sprawdźmy co może się podobać w tym całym lockdownie i za czym zatęsknię, kiedy już wszystko wróci do normalności – bo kiedyś wróci, no nie? 

Social distancing w sklepach  

Każdy został kiedyś szturchnięty przez starą babę wózkiem stojąc w kolejce do kasy. Niektórym pewnie nawet najechała na stopę. Każdy został ofukany, bo nie zaczął jeszcze wykładać towarów na taśmę, a przecież są tam już 2 centymetry wolnego miejsca. Każdy czuł na sobie wzrok, a nawet oddech, niecierpliwego zakupowicza, który sugerował, że zbyt długo stoi przed regałem czytając skład ketchupu i zajmuje miejsce.  

Chyba nikt mi nie powie, że za tym tęskni? Gorąco apeluję, żeby te wszystkie taśmy i oznaczenia na podłogach pozostały w sklepach na zawsze.  

Brak przyzwolenia na chorowanie w pracy  

Och, jak mnie to wkurza. Jak ktoś przychodzi chory i mnie zaraża. Jak ja przychodzę chora i siedzę ledwo żywa, bo wydaje mi się, że powinnam. Na biurku gripex i tabletki na gardło, w szufladzie 3 paczki chusteczek i krople do nosa. Nikomu nie przeszkadzało, że kaszlesz i ciągasz nosem odstraszając ludzi naokoło.  

Pamiętam jak daaawno temu dostałam się na staż i rozchorowałam się w pierwszym tygodniu pracy. Tak bardzo nie chciałam wyjść na lenia, który od razu idzie na L4, że po 2 tygodniach chodzenia chorą do pracy trafiłam na pogotowie i dostałam 3 tygodnie zwolnienia. Krótko mówiąc, nie opłacało się. A w tej pracy i tak nie zostałam.  

Dlatego tak cieszę się, że aktualnie każdy kaszel jest podejrzany, a podwyższona temperatura oznacza dzień wolny. Czasem człowiekowi wystarczy dzień czy dwa w łóżku, kilka tabletek i wraca zdrowy. Nikogo nie zaraża, nie naraża swojego zdrowia, ma krótszą nieobecność w pracy. Ale dla wielu pracodawców to za trudne, bo wymaga odrobiny zaufania do własnego pracownika.  

Praca zdalna  

Jeżeli jest taka możliwość techniczna, jeżeli pracownik ma taką możliwość lokalową, jeżeli obie strony wyrażają taką chęć. Jest trochę warunków, ale zdecydowanie jestem na tak.  

Mniej stresu, mniej spóźnień, brak korków w drodze do pracy, oszczędzanie na dojazdach, korzyści dla środowiska. Tylko znowu trzeba trochę zaufania do pracownika, żeby nie sprawdzać co dwie minuty czy na pewno jest przed komputerem i pracuje. Jak w tej historii, gdzie pracownik na zdalnej miał myszkę na kablu zwieszoną z biurka i co pół godziny musiał rozbujać ją na nowo, żeby u pracodawcy ciągle świecić się na zielono.  

Teleporady i e-urzędy  

Udało mi się nawet załatwić jedną sprawę w ZUS przez portal internetowy bez wizyty w placówce. SERIO! Okazuje się, że wiele można załatwić i wcale nie oznacza to, że zwolnimy teraz połowę urzędników, bo są niepotrzebni. Ktoś jednak musi te sprawy przyjąć, załatwić, zaświadczenia wydać, decyzje napisać.  

Teleporady lekarskie bywają różne i pisałam już o tym na blogu. Podoba mi się wystawianie stałych recept przez telefon, kontakt z lekarzem przez Skype, wszystkie te sytuacje, kiedy nie trzeba siedzieć w poczekalni z milionem innych osób, z czego połowa zawsze czymś zaraża. 

Szacunek dla domatorów 

Teraz każdy może poczuć się jak prawdziwy domator i introwertyk w jednym. Jedni niedowierzają, że tak można żyć, inni z zachwytem odkrywają na nowo swoje cztery ściany. Albo z mniejszym zachwytem i mają wtedy okazję do remontu. W ogóle remonty to powinien być osobny temat. Nie można już uciekać od ścian wołających o malowanie, skrzypiących drzwiczek i niedokończonego silikonu, skoro człowiek cały czas spędza w domu i w zasadzie niewiele ma lepszych rzeczy do robienia.  

Słyszałam relacje wielu ludzi, którzy odkryli, że w domu też jest fajnie, że nie trzeba codziennie biegać na miasto i przesiadywać w knajpach. Domowe rozrywki też mogą być wciągające, siedzenie w wygodnych ciuchach jest przyjemne, a cisza i spokój to mogą być nasi przyjaciele. I nie trzeba naśmiewać się z ludzi, którzy w piątkowy wieczór wolą odpocząć w zaciszu własnego domu.  

Dorzucicie coś pozytywnego? Alkohol do śniadania? Brak obiadków u teściowej? Liczę na waszą kreatywność.