Statystyki są nieubłagane. Na przejściach dla pieszych ginie coraz więcej osób. Dlaczego więc nikt nie chce się zastanowić czy dodawanie im kolejnych uprawnień na pewno działa na ich korzyść? A nowe przepisy właśnie weszły w życie.

Od 1 czerwca tego roku na drogach obowiązuje kilka nowych zasad. Zmiany w prawie ruchu drogowego obejmują cztery główne kwestie. Najważniejsze dla codziennych użytkowników dróg i chodników to:

  • Ujednolicenie dopuszczalnej prędkości w obszarze zabudowanym
  • Koniec z jazdą na zderzaku
  • Zakaz korzystania z telefonów podczas przechodzenia przez jezdnię
  • Bezwzględne pierwszeństwo pieszych na przejściach

Koniec z nocnym szaleństwem i gnaniem przez śpiące miasto 60 km/h, niczym Batman przez Gotham. Od teraz po 23:00 obowiązuje takie samo 50 km/h jak w ciągu dnia. Takie samo, czyli przeważnie nierespektowane. Pokażcie mi kogoś kto jedzie w terenie zabudowanym przepisową pięćdziesiątką, o ile nie musi stać w korkach. A nie, chwila, są takie osoby – nazywamy je przeważnie zawalidrogami. Dla mnie jest to zmiana kosmetyczna, a jedną z jej większych konsekwencji będzie usunięcie jednego pytania z testu na prawko.

Dwie kolejne same w sobie są świetne, zobaczymy jak będzie z ich realizacją. Zasada „pół licznika”, czyli zachowanie odstępu od pojazdu przed nami na 50 m przy prędkości 100 km/h, 70 m przy prędkości 140km/h itd. jest bardzo dobra, a obowiązywać będzie na drogach ekspresowych i autostradach. Szkoda tylko, że nie mamy jak jej zweryfikować i w praktyce to, że ktoś siedział nam na zderzaku będziemy mogli udowodnić licząc jego drogę hamowania jak już się stukniemy. Podobno mają być tego jakieś mierniki plus słynna metoda „na oko”, chociaż jak powszechnie wiadomo „na oko to chłop w szpitalu umarł”.

Zakaz korzystania z telefonów na przejściu dla pieszych? No w końcu! Oczywiście jakby trzeba było pierwszemu rzucać kamieniem to raczej nie ja, jasne, że zdarzyło mi się czytać wiadomość albo rozmawiać przez telefon na przejściu. Tutaj może niewiele się zmienić, bo przepis precyzuje, że nie można korzystać z urządzeń pochłaniających naszą uwagę „tylko wtedy, kiedy prowadzi to do ograniczenia możliwości oceny sytuacji na drodze”. Czyżby to znowu podlegało ocenie „na oko”?

Na koniec zostawiłam sobie najważniejszą dla wszystkich zmianę: bezwzględne pierwszeństwo pieszego na przejściu.

Ilu pieszych umrze w 2021 roku?

Tylu, ilu faktycznie uwierzy w swoje pierwszeństwo.

Statystyki podają, że w 2019 roku wypadków z udziałem pieszych było 7005, z czego aż 63% spowodowane zostało przez nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu na przejściu. Łącznie w wypadkach zginęły 793 osoby. W 2020 roku liczby spadły – wypadków było 5232, a ofiar śmiertelnych 631. Niech to jednak nikogo nie zmyli – wzrosła za to liczba samych wypadków na przejściach oraz liczba pieszych, którzy zginęli podczas przechodzenia przez drogę. I liczby te ciągle rosną, tak samo jak uprawnienia pieszych. Dlaczego?

Czytaj również: Czy Twój obiad może uratować świat?

Ponieważ moim zdaniem droga jest dla samochodów. Wkładanie ludziom do głowy, że mają pierwszeństwo przed samochodem może tylko narazić ich życie lub zdrowie. Kierujący samochodem skupia się na wielu aspektach – innych kierowcach, znakach, zmianie biegów, skanowaniu otoczenia. Nawet jeżeli robimy to machinalnie zabiera to jakiś procent naszego skupienia. Pieszy ma jedno zadanie – bezpiecznie przejść przez pasy. Pieszy jest w stanie łatwiej i szybciej zareagować, zatrzymać się. Prędzej on w ostatniej chwili cofnie nogę z krawężnika niż samochód zatrzyma się do zera, nawet jeżeli jechał tylko 50 km/h. Dlaczego więc wmawiamy wszystkim, że mają prawo wchodzić pierwsi na jezdnię?

Od 1 czerwca pierwszeństwo ma pieszy znajdujący się na przejściu dla pieszych oraz pieszy zamierzający wejść na przejście dla pieszych. Czyli dwie zagadane babcie stojące przy krawężniku, bo akurat spotkały się na środku dwujezdniowej drogi,  mają taki zamiar czy nie? W sumie kiedyś tak, więc może zatrzymam się przed przejściem i poczekam.

Tak samo, za każdym razem kiedy widzimy znak ‘Przejście dla pieszych’ powinniśmy zmniejszyć prędkość do rozsądnej i bezpiecznej. Czyli prawdopodobnie poniżej przepisowej pięćdziesiątki, żeby w razie czego móc ustąpić pieszemu. Mhm, wielkie dzięki. Może lepiej od razu przesiądźmy się do tramwajów, bo tylko ich nie dotyczą te przepisy. A może to po prostu taki zakamuflowany sposób na przekonanie ludzi do idei korzystania w miastach z transportu zbiorowego?

Czytaj również: Serkom homo mówimy zdecydowane „poproszę sernik na zimno”

Ja wiem, że zmiana przepisów miała być dobra, że z korzyścią, że tak być powinno, że to dla dobra pieszych i w ogóle. Tylko nie wiem czy po prostu nie jest tak, że chcemy dobrze, a wyjdzie jak zwykle. Bo gdzieś zgubiliśmy przeświadczenie, że najważniejsza zasada na drodze to zasada ograniczonego zaufania. Ta sama, dzięki której nawet na drodze jednokierunkowej warto spojrzeć w prawo i w lewo. Bo idiotów na drogach nie brakuje.

Zdjęcia: unsplash.com